Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2009

Nobel Obamy - nagroda czy kara?

-------------------------------------------------------------------------------------------














Prawdopodobnie nigdy wcześniej nagroda Nobla nie wzbudziła tylu emocji.  Kilka dni temu Komitet Noblowski przyznał pokojową nagrodę Nobla urzędującemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych Ameryki Barackowi Obamie. Na pierwszy rzut oka to ogromny zaszczyt i niewątpliwie powód do dumy. Jednak czy w tym przypadku najbardziej prestiżowa nagroda na świecie nie będzie kulą u nogi obecnego prezydenta?
Michał Leksiński

Z pragmatycznego punktu widzenia potencjał marketingowy przyznania takiej nagrody jest ogromny – od dawna bowiem uważano, że najbardziej wpływową osobą na świecie jest zawsze prezydent USA, teraz posiada on również honorowe wyróżnienie dotyczące pokojowych działań na świecie. Biuro Prasowe Białego Domu twierdziło, że od kilku tygodni słyszało o rzekomej nominacji, jednak nie do końca zawierzało niepotwierdzonym informacjom. Ostatecznie nie ma się co dziwić, w końcu któż mógłby przewidzieć taki rozwój wydarzeń. Po ogłoszeniu przyznania nagrody reakcja Prezydenta była natychmiastowa – 1, 4 mln dolarów nagrody przeznaczy na cele charytatywne a w swoim przemówieniu podkreślał, że nie czuje się godzien tego wyróżnienia. Dodatkowo kontynuował swoją strategię wyborczą. Mianowicie, w trakcie wyborów podkreślał, że hasło „Yes We Can” tyczy się wszystkich amerykanów i nie tylko. Owa „Zmiana”, którą zapowiadał ma być efektem działania wszystkich ludzi. W podobnym tonie przemówił odnośnie nagrody Nobla. Stwierdził bowiem, że ta nagroda, to efekt pracy nie tyle jego, co wszystkich ludzi na świecie. Można by nazwać to zjawiskiem „pozycjonowania przywódcy świata”. Jednak ten właśnie świat zareagował w bardzo zróżnicowany sposób. Pomiędzy niezliczoną ilością gratulacji pojawiły się głosy krytyki, między innymi ze strony irlandzkiej laureatki pokojowej nagrody Nobla Mairead Corrigan Maguire, zauważyła ona, że wolą Alfreda Nobla było przyznawanie tej nagrody osobom, które położył kres militaryzmowi. Prezydent Obama przyczynił się do tego faktu jedynie w swojej, jak zwykle idealnie dopracowanej, mowie w Pradze na szczycie Unii Europejskiej. Inną osobą krytykującą Obamę był Hugo Chavez, który podkreślił zbrojne działania Ameryki na obszarach Iranu i Afganistanu. To by było tyle, jeżeli chodzi o słowa uznania i krytyki niepodszyte własnymi celami. Prawdopodobnie najwięcej na Noblu Obamy może ugrać prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Oczywiście nie szczędził on gratulacji, jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że Obama ową nagrodą niejako będzie zmuszony do kontynuowania strategii rozbrojenia arsenału nuklearnego. Teraz Miedwiediew może zyskać bardzo dużo, ponieważ będzie pełni role kontrolera, który jako prezydent mocarstwa po drugiej stronie oceanu, będzie naciskał na prezydenta Obamę i spełnienie jego obietnic. Inaczej ma się sytuacja na amerykańskiej scenie politycznej. Faktem oczywistym są pochwały ze strony partii demokratycznej, jednak strona republikańska jest mocno podzielona. Część polityków chwali Obamę, a część nie stroni od mocnej krytyki z naciskiem na przyznanie nagrody za bycie międzynarodową gwiazdą.

Tak czy inaczej, to co na pierwszy rzut oka wydawało się ogromny wyróżnieniem, może stać się ogromnym kłopotem. Wszelkie działania militarne Ameryki będą zapewne postrzegane przez pryzmat tej właśnie nagrody. Powstaje pytanie czy nie warto by było zrezygnować z tej nagrody i stwierdzić, że jest wiele innych osób, które w obecnym momencie powinny otrzymać tą nagrodę. Jak widać międzynarodowy marketing polityczny kieruje się swoimi własnymi nieskrępowanymi zasadami. O ile zazwyczaj myślimy o kontrolowaniu opinii publicznej we własnym okręgu wyborczym, czy kraju, o tyle zawładnięcie światową opinią publiczną graniczy z niemożliwością. Nobel zwrócił oczy świata na prezydenta USA i jego działania, pytanie czy Obama sobie tego życzył?

Fotografia: AP

wtorek, 29 września 2009

Zapomniana kampania '76

-------------------------------------------------------------------------------------------
























 
Nie zawsze miarą sukcesu kampanii wyborczej jest zwycięstwo. Kampania prezydencka w USA z 1976 roku pokazuje, że z punktu widzenia marketingu politycznego zwycięzcą tego wyścigu był sztab przegranego - Geralda Forda, który dokonał wręcz niemożliwego: w 10 tygodni zredukował przewagę konkurenta z  33% do 2%.


Michał Leksiński

Kiedy mowa o kampaniach wyborczych, szczególnie tych słynnych, wielu ekspertów tematu od razu przytoczy amerykańskie kampanie z lat 50` Dwighta Eisenhowera czy kampanię G.W.Busha z 1988 roku ze słynnym spotem „Obrotowe drzwi”. Sięgając do czasów współczesnych można przytoczyć świetnie przeprowadzoną kampanię Baracka Obamy z 2008 roku. Miarą sukcesu i efektywności kampanii wyborczej jest zazwyczaj suma zdobytych głosów oraz to czy przekładają się na zwycięstwo. Jednak kampania prezydencka w USA, w 1976 roku pokazuje, że nie zawsze tak musi być.

W swojej książce, James Carville pisze: O czym cywile zapominają, ale konsultanci wiedzą bardzo dobrze, jest to, że był on (James Adisson Baker III – przypis autora) graczem, w kampanii uważanej przez nas (konsultantów- przypis autora) za najlepszy wyścig w historii: Ford 76`1. Kampania w 1976 odbywała się w szczególnym okresie dla społeczeństwa amerykańskiego. Nastroje społeczne w dużej mierze warunkowały poparcie dla partii. Partia republikańska nie cieszyła się dużym poparciem ze względu na zaangażowanie wojsk amerykański w wojnie wietnamskiej oraz aferze Watergate. W 1974 roku prezydent Richard Nixon zrezygnował z pełnienia swojej funkcji. W konsekwencji wiceprezydent Gerald Ford został pierwszym i jak dotąd jednym prezydentem USA nie z wyboru, lecz z nominacji. Tak prezentowała się sytuacja socjopolityczna w tamtych latach.

Nominację prezydencką z ramienia partii demokratycznej uzyskał Jimmy Carter, ówczesny gubernator Georgii. Wyścig pomiędzy Carterem a Fordem uznawany jest przez wielu specjalistów marketingu politycznego za najlepszą rywalizację w historii kampanii prezydenckich USA. Sławę przyniosły działania sztabu wyborczego inkubenta Geralda Forda. Na 10 tygodni przed dniem wyborów sondaż Gallupa pokazywał 33% przewagę Cartera nad Fordem. Na przewagę wpłynęła niezwykle medialna osobowość Jimmiego Cartera. Na jego korzyść równie istotnie wpływał brak zaufania społeczeństwa do polityków z Waszyngtonu po aferze Watergate. Jednak sztab Ford nie poddał się i spróbował przeprowadzić kontratak na osobę Cartera. Na potrzeby sztabu wyborczego prezydenta Forda stworzono 121-stronnicowy dokument, w którym opisana została sylwetka Cartera. Przedstawione zostały wszelkie zalety oraz wady kontrkandydata.  Redefinicja strategii wyborczej Forda nastąpiła w jego letniej rezydencji w Vail, w Colorado. Bob Teeter, który zajmował się sondażami w sztabie Forda w jednym z wywiadów powiedział: Myślę, że fundamentalną decyzją, którą tam podjęliśmy … było przeniesienie znaku zapytania z prezydenta Forda na Jimmiego Cartera'2 Dzięki serii spotów ukazujących Cartera, jako polityka niedoświadczonego i aroganckiego sztab Ford zaczął zmniejszać dystans do przeciwnika. Ostatecznie wygrał Jimmy Carter, jednak nie to jest istotne. Sztab Forda potrzebował dziesięciu tygodni aby przewagę Cartera zmniejszyć z 33% do 2%. Jest to osiągnięcie niezwykłe w skali kraju. To właśnie dzięki takiej strategii oraz redefinicji działań sztabu, kampania ta zapisała się na kartach historii marketingu wyborczego.

Zazwyczaj to zwycięstwo jest miarą sukcesu kampanii wyborczej. Jednak kampania z 1976 pokazuje, że nie zawsze musi tak być. Z punktu widzenia marketingu politycznego zwycięzcą tego wyścigu był sztab Forda, który dokonał wręcz niemożliwego. Zredukowanie przewagi z 33% do 2% w 10 tygodni to przykład wyborczego sukcesu. Rodzi się pytanie jak potoczyłaby się historia, gdyby kampania trwała jeszcze 2 tygodnie?

Przypisy:
1. Carville James, Matalin Marry, All fairs in love war and residential campaign, Random House, New York 1995, s. 301.
2. Hayes F. Stephen, The Spirit of 76`, The weekly Standard, 10/13/2008, Volume 014, Issue 05.

Fotografia: i.telegraph.co.uk