wtorek, 13 października 2009

Nobel Obamy - nagroda czy kara?

-------------------------------------------------------------------------------------------














Prawdopodobnie nigdy wcześniej nagroda Nobla nie wzbudziła tylu emocji.  Kilka dni temu Komitet Noblowski przyznał pokojową nagrodę Nobla urzędującemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych Ameryki Barackowi Obamie. Na pierwszy rzut oka to ogromny zaszczyt i niewątpliwie powód do dumy. Jednak czy w tym przypadku najbardziej prestiżowa nagroda na świecie nie będzie kulą u nogi obecnego prezydenta?
Michał Leksiński

Z pragmatycznego punktu widzenia potencjał marketingowy przyznania takiej nagrody jest ogromny – od dawna bowiem uważano, że najbardziej wpływową osobą na świecie jest zawsze prezydent USA, teraz posiada on również honorowe wyróżnienie dotyczące pokojowych działań na świecie. Biuro Prasowe Białego Domu twierdziło, że od kilku tygodni słyszało o rzekomej nominacji, jednak nie do końca zawierzało niepotwierdzonym informacjom. Ostatecznie nie ma się co dziwić, w końcu któż mógłby przewidzieć taki rozwój wydarzeń. Po ogłoszeniu przyznania nagrody reakcja Prezydenta była natychmiastowa – 1, 4 mln dolarów nagrody przeznaczy na cele charytatywne a w swoim przemówieniu podkreślał, że nie czuje się godzien tego wyróżnienia. Dodatkowo kontynuował swoją strategię wyborczą. Mianowicie, w trakcie wyborów podkreślał, że hasło „Yes We Can” tyczy się wszystkich amerykanów i nie tylko. Owa „Zmiana”, którą zapowiadał ma być efektem działania wszystkich ludzi. W podobnym tonie przemówił odnośnie nagrody Nobla. Stwierdził bowiem, że ta nagroda, to efekt pracy nie tyle jego, co wszystkich ludzi na świecie. Można by nazwać to zjawiskiem „pozycjonowania przywódcy świata”. Jednak ten właśnie świat zareagował w bardzo zróżnicowany sposób. Pomiędzy niezliczoną ilością gratulacji pojawiły się głosy krytyki, między innymi ze strony irlandzkiej laureatki pokojowej nagrody Nobla Mairead Corrigan Maguire, zauważyła ona, że wolą Alfreda Nobla było przyznawanie tej nagrody osobom, które położył kres militaryzmowi. Prezydent Obama przyczynił się do tego faktu jedynie w swojej, jak zwykle idealnie dopracowanej, mowie w Pradze na szczycie Unii Europejskiej. Inną osobą krytykującą Obamę był Hugo Chavez, który podkreślił zbrojne działania Ameryki na obszarach Iranu i Afganistanu. To by było tyle, jeżeli chodzi o słowa uznania i krytyki niepodszyte własnymi celami. Prawdopodobnie najwięcej na Noblu Obamy może ugrać prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Oczywiście nie szczędził on gratulacji, jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że Obama ową nagrodą niejako będzie zmuszony do kontynuowania strategii rozbrojenia arsenału nuklearnego. Teraz Miedwiediew może zyskać bardzo dużo, ponieważ będzie pełni role kontrolera, który jako prezydent mocarstwa po drugiej stronie oceanu, będzie naciskał na prezydenta Obamę i spełnienie jego obietnic. Inaczej ma się sytuacja na amerykańskiej scenie politycznej. Faktem oczywistym są pochwały ze strony partii demokratycznej, jednak strona republikańska jest mocno podzielona. Część polityków chwali Obamę, a część nie stroni od mocnej krytyki z naciskiem na przyznanie nagrody za bycie międzynarodową gwiazdą.

Tak czy inaczej, to co na pierwszy rzut oka wydawało się ogromny wyróżnieniem, może stać się ogromnym kłopotem. Wszelkie działania militarne Ameryki będą zapewne postrzegane przez pryzmat tej właśnie nagrody. Powstaje pytanie czy nie warto by było zrezygnować z tej nagrody i stwierdzić, że jest wiele innych osób, które w obecnym momencie powinny otrzymać tą nagrodę. Jak widać międzynarodowy marketing polityczny kieruje się swoimi własnymi nieskrępowanymi zasadami. O ile zazwyczaj myślimy o kontrolowaniu opinii publicznej we własnym okręgu wyborczym, czy kraju, o tyle zawładnięcie światową opinią publiczną graniczy z niemożliwością. Nobel zwrócił oczy świata na prezydenta USA i jego działania, pytanie czy Obama sobie tego życzył?

Fotografia: AP

niedziela, 11 października 2009

Tak to się robi, synku

-------------------------------------------------------------------------------------------














Rostowski: To jednak zupełnie inne drogi – droga, którą proponował PiS, i nasza droga. To trochę tak, jakbyśmy jechali samochodem po górskich serpentynach tuż za TIR-em i: Tato, wyprzedź go w końcu, podpowiada nam synek z tylnego siedzenia. My jednak czekamy na odpowiedni moment. Kiedy na prostym odcinku drogi wyprzedzamy TIR-a, mówimy spokojnie: Tak to się robi, synku. Tak to się robi.

Kamil Mirowski



Wtorek był dniem, kiedy afera hazardowa skutecznie zdominowała przekaz dnia, a rząd stracił w ten sposób jedną z najlepszych w ciągu ostatnich dwóch lat sytuacje PR-owską. Tego dnia prestiżowe i opiniotwórcze pismo "Emerging Markets" uhonorowało Jacka Rostowskiego nagrodą Ministra Finansów Roku 2009 w Europie Środkowej i Wschodniej.

Jacek Rostowski został w ten sposób nagrodzony za przyrost PKB. Polska bowiem, jako jedyny kraj w Europie zanotuje w tym roku wzrost PKB i jest jedynym "zielonym" krajem na "czerwonej" mapie Europy. Z punktu widzenia PO była to doskonała sytuacja do pokazania, że wyborcy oddali Polskę w ręce ludzi, którzy jako jedyni znają się na gospodarce i skutecznie walczą z kryzysem. W końcu to kryzys był głównym punktem opierania polityki promocyjnej PiS w tym roku.

Afera hazardowa zmusiła PO do omijania wizerunku ludzi doświadczonych w biznesie, ale Jacek Rostowski był doskonale przygotowany, co pokazał podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu. Jego słowa mogły stać się leitmotivem kampanii wyborczej PO i jednym z najskuteczniejszych soundbitów tego rządu. Warto je zapamiętać:

Często słyszymy ze strony polityków PiS słowa satysfakcji, że w końcu poszliśmy drogą proponowaną nam przez nich od samego początku kryzysu. Dzisiaj chyba tego nie usłyszymy z uwagi na ilość obecnych posłów opozycji. To jednak zupełnie inne drogi – droga, którą proponował PiS, i nasza droga. To trochę tak, jakbyśmy jechali samochodem po górskich serpentynach tuż za TIR-em i: Tato, wyprzedź go w końcu, podpowiada nam synek z tylnego siedzenia. My jednak czekamy na odpowiedni moment. Kiedy na prostym odcinku drogi wyprzedzamy TIR-a, mówimy spokojnie: Tak to się robi, synku. Tak to się robi.

Przegląd tygodnia

-------------------------------------------------------------------------------------------














05.10.09 – Poniedziałek
Prezydent Lech Kaczyński nie ogłosił jeszcze daty podpisania Traktatu Lizbońskiego. Pewne jest to, że podpis złoży, jednak jeszcze nie wiadomo kiedy. Pan Prezydent mógłby podpisać traktat w każdej chwili, ale kto spieszyłby się z podpisem w takiej sytuacji. Rząd ma nie lada kłopoty, zbliżają się zmiany kadrowe, zmniejsza się zaufanie do partii rządzącej a Prezydent ma podpisać niezwykle ważny europejski dokument. Złożenie podpisu będzie zauważone w całej Europie, lepiej nie zmarnować takiego potencjału PR-owskiego. Data podpisu na pewno zostanie dokładnie zaplanowana tak by przyciągnąć jak najwięcej uwagi.

06.10.09 – Wtorek
„Afera Hazardowa" zaczyna wpływać na polityczne relacje pomiędzy partiami i wewnątrz ich. Opozycja w dalszym ciągu atakuje Platformę. Ostre słowa padają z ust Zbigniewa Ziobro, który stara się zobrazować opinii publicznej działania PO, porównując ją do cosa nostry. Widać PiS od retoryki strachu jeszcze długo nie odejdzie. Sprawdza się również przysłowie „gdzie dwóch się bije tam trzecie korzysta”. Gdy PO i PiS zajmują się naprzemiennym atakiem i obroną, na sytuacji sprytnie próbuje korzystać Andrzej Olechowski. Stwierdza jednoznacznie, że w takiej sytuacji Polska potrzebuje bezpartyjnego prezydenta. Zastanawiające, jedynym bezpartyjnym kandydatem może być …Andrzej Olechowski. Powoli, po cichu, poza konfliktem Olechowski rozpoczyna ciekawe działania kampanijne.

07.10.09 – Środa
Konferencja premiera to prawdziwy skarb dla analityków marketingu politycznego i politycznego PR-u. Wielkie przetasowania w rządzie są niewątpliwie ważną wiadomością, jednak bardziej istotny jest sposób przekazania owych informacji. Oprócz ogromnego napięcia i wypuszczanych co jakiś czas informacji tzw. „przecieków do mediów”. Premier posługiwał się w trakcie konferencji niezwykle kunsztowną retoryką. Najistotniejszym elementem jest wypowiedzi są określenia osób, które podały się do dymisji. Premier wspominał o nich „niewinni” i stwierdzał, że „niewinni stracą stanowiska”. Podręcznikowy przykład pozycjonowania, którego przekaz jest prosty: niewinni stracą stanowiska, ponieważ to wina PiS, jednak jako stanowczy i silny premier, jestem gotowy poświęcić nawet relacje przyjacielskie, by oczyścić rząd z zarzutów. Warto zwrócić uwagę ile razy podczas konferencji padło słowo „zaufanie”, które wydaje się być głównym przesłaniem konferencji. Rząd próbuje wyjść z sytuacji budując oś: PiS – manipulacja, przecieki, podsłuchy – PO – zaufanie, praca, wyjaśnienie.

08.10.09 – Czwartek
Skończył się już etap niedopowiedzeń i eufemizmów w „aferze hazardowej”. Winny jest Tusk – tak przemawia Jarosław Kaczyński. Zapewne nastąpi teraz mechanizm „ściętej płyty” i cała partia Prawa i Sprawiedliwości, jak jeden mąż, będzie prawić o winie Donalda Tuska. Kolejna kwestia to „trzęsący się premier” – prezes PiS-u pomaga świadomie bratu. Ustawia osobę premiera, jako człowieka wystraszonego, niepewnego, który nie jest w stanie zapanować nad rządem a co dopiero nad Polską, kandydując na prezydenta. Należy teraz zapytać, kiedy pojawią się pierwsze ulotki wyborcze, bo kampania trwa już na dobre.

09.10.09 – Piątek
Pojawiły się interesujące sondaże, mniej interesujące dla samego Premiera. Przegrywa on bowiem w drugiej turze prezydenckiej z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Większość osób komentuje te sondaże patrząc w przyszłość. Zadaje się pytania: czemu taki wyniki, czym spowodowany no i przede wszystkim czy Włodzimierz Cimoszewicz wystartuje? Jednak nikt nie analizuje tych wyników patrząc w przeszłość. A taka analiza może nam powiedzieć wiele o wyczuciu politycznym gabinetu Donalda Tuska. W dzisiejszym sondażu Cimoszewicz wygrywa, jednak dwie rzeczy są wydając się być bardziej znaczące niż ten wyniki. Pierwsza to fakt, iż taki wynik sondażu uwarunkowany jest przypomnieniem osoby Włodzimierza Cimoszewicza poprzez propozycję objęcia stanowiska szefa MSWiA lub Ministerstwa Sprawiedliwości a druga sprawa to właśnie te nominacje. Czy to aby na pewno przypadek, że nominowano Cimoszewicza? Gdyby zgodził się objąć, któreś z tych stanowisk, ciężko by my było konkurować z Tuskiem? Nauka płynie z tego przykładu prosta, czasami sondaże mówią coś więcej niż tylko kilka liczb zestawionych z kolorowymi słupkami.

10.10.09 – Sobota
Czas na pranie kolejnych brudów. Afera związana z prywatyzacją stoczni. Wypływa dość nieoczekiwanie. W momencie, gdy rząd załagodzić nieznacznie skutki „afery hazardowej” nagle musi rozpocząć kolejne działania defensywne. Nie dziwne, więc że pojawiają się pretensje do CBA i sposobu jego funkcjonowania. Jednak to sprawa, która dopiero nabierze tempa i przyniesie kolejne ciekawe skutki. Bardziej interesujący jest Traktat Lizboński. Czemu? Wystarczy się zastanowić – na początku tygodnia nie znano dokładnie daty podpisania traktatu, wiadomo natomiast, że w sobotę media nie mają zbyt wielu interesujących tematów, więc łapią się wszystkiego, niczym tonący brzytwy. A tu nagle taki materiał, wydarzenie w skali europejskiej. Cała Europa mówi o polskim prezydencie. Gratulacje, potencjał PR-owy wydarzenia wykorzystany na 100%.

11.10.09 – Niedziela
Póki co sprawa polskich stoczni toczy się dość spokojnie, być może z początkiem przyszłego tygodnia nastąpią kolejne ataki. Tymczasem premier chce we wtorek przedstawić nazwiska nowych ministrów. Będzie to o tyle istotne, że nowe nominacje pokażą nam jak mocno premier myśli o fotelu prezydenckim. Odpowiednie ruchu na planszy politycznych szachów pozwolą mu na nieskrępowane, mające na celu otwarcie drogi do Pałacu Prezydenckiego. Zdania na najbliższy tydzień: osłabić zarzut w sprawie stoczni, pokazać zdecydowany wizerunek i zaskoczyć opinię publiczną nominacjami. Zadania opozycji: atak każdej decyzji premiera i intensyfikacja działań kampanii negatywnej.

piątek, 9 października 2009

Konsultanci polityczni. Aktorzy cienia.

-------------------------------------------------------------------------------------------














Kampanie wyborcze w coraz większym stopniu ulegają procesom profesjonalizacji. Sztaby wyborcze w swoich zmaganiach o głosy elektoratu sięgają do coraz nowocześniejszych narządzi. Istnieje grupa ludzi, którzy całym swym oddaniem angażują się w politykę  znajdując się poza światłem wszelkich reflektorów -  to konsultanci polityczni.


Michał Leksiński

Próba opisania tej grupy aktorów politycznych jest niezwykle trudna. Ich działania mają zazwyczaj ukryty charakter a sami konsultanci to grupa stosunkowo hermetyczna, które nie dopuszcza byle kogo do swych tajemnic.

Wszystko ma swoją genezę. Nie inaczej jest w przypadku zawodu konsultantów politycznych. Według Larrego Sabato instytucja konsultanta politycznego istniała w amerykańskich wyborach od zawsze.  Na początku konsultantami byli dziennikarze, agenci prasowi czy prawnicy. Jednak przyjmuję się, iż pierwsi profesjonalni konsultanci polityczni pojawili się w latach trzydziestych XX wieku. Przełom nastąpił w roku 1933, w stanie Kalifornia. Wtedy właśnie stanowa legislatura uchwaliła ustawę dotyczącą rozwoju irygacji i kontroli działań przeciwpowodziowych (Central Valley Project) . Niestety ustawa spotkała się z ogromnym sprzeciwem firmy Pacific Gas & Electric (PG & E). Firm głosiła, że ustawa jest ogromnym zagrożeniem dla sektora prywatnych elektrowni. Zamierzeniem PG&E było cofnięcie tej ustawy. Zwolennicy ustawy – Clem Whitaker, dziennikarz z Sacramento i Leone Baxter, specjalistka od Public Relations – posiadając zaledwie 39 tys. dolarów zorganizowali kampanię w gazetach i radiu ratując ustawę przed cofnięciem. Tak rozpoczęła się długa droga ewolucji konsultantów politycznych. Jednak warto zauważyć, że amerykański rynek wyborczy jest czynnikiem, niezwykle sprzyjającym, rozwojowi tego zawodu. Raz na 4 lata odbywają się wybory prezydenckie, które poprzedzone są serią prawyborów, tak więc kampania rozpoczyna się więcej niż rok przed dniem wyborów.  Wybory do senatu amerykańskiego odbywają się co 2 lata, kadencja senatorów trwa co prawda 6 lat, jednak wybiera się ich w systemie 1/3 izby raz na 2 lata. Do tego dochodzą wybory do kongresu, w których 435 kongresmenów wybieranych jest również co 2 lata. Kalendarz wyborczy wygląda więc następująco: wybory prezydenckie, wybory do Kongresu i Senatu, po dwóch latach wybory do Kongresu i Senatu i następnie po dwóch latach ponowie wybory prezydenckie, do Kongresu i Senatu. Zakładając, że kampanie rozpoczynają się na rok przed wyborami, można śmiało stwierdzić, iż kampania wyborcza trwa w USA non stop. Niewątpliwie przyczynia się to do rozwoju konsultingu politycznego.

W książce Larry`ego Sabato "The Rise of Political Consultants" możemy się spotkać ogólną typologią konsultantów politycznych dzielącą ich na konsultantów generalnych i specjalistycznych. Ci pierwsi są strategami, wyznaczają ogólne cele, zarządzają całą kampanią i nierzadko otrzymują posady szefów sztabów. Przykładami mogą być tutaj James Carville w kampanii Clintona 1992, Karol Rove w kampanii G.W. Busha 2000 i 2004, David Axelrod w kampanii Obamy 2008, czy John Sears w kampanii Reagana w 1980. Grupa ta jest jednak nieliczna ze względu na mnogość umiejętności, które są wymagane w takiej pracy. O wiele szersza za to jest grupa specjalistów, ci dzielą się, przytaczając przykłady Sabato, na konsultantów medialnych, konsultantów sondażowych (pollster), konsultantów ds. funduszy czy konsultantów ds. kampanii bezpośrednich. Specjaliści działają jedynie w obrębie swojej dziedziny i nie ingerują w przebieg kampanii. Często wykonywane przez nich zadania mają charakter zlecenia. Po zakończonej pracy nie współpracują już dalej ze sztabem wyborczym, chyba że współpraca dotyczy długofalowych działań.

Historii i specyfiki konsultingu politycznego nie da się przybliżyć w jednym artykule, czy jednej książce. Ich rola i znaczenie dla procesów demokratycznych jest ogromna, wpływają oni na rzesz niezdecydowanych wyborców. Jeżeli marketing polityczny to narzędzie, to konsultanci polityczni są rzemieślnikami, którzy do perfekcji opanowali posługiwanie się tym narzędziem. W kolejnych artykułach postaram się przybliżyć sylwetki największych, należących do panteonu marketing politycznego, konsultantów z całego świata. W końcu los wyborów leży w ich rękach.

Przypisy:
1. Sabato Larry, the Rise of Political Consultants, Basic Books, 1981 New York, s. 10.
2. Ibid., s. 11.
3. Ibid., s. 13.
4. Płudowski Tomasz, Komunikacja polityczna w amerykańskich kampaniach wyborczych, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2008, s. 169.

środa, 7 października 2009

Afera hazardowa. Lider w sytuacji kryzysowej.

-------------------------------------------------------------------------------------------















 


Afera hazardowa stanowi swego rodzaju pożywkę dla wszystkich tych, którzy z różnych przyczyn bacznie przyglądają się politykom pod kątem działań marketingowych. Nie da się ukryć, że to przykład „modelowej” wprost sytuacji kryzysowej. Wyjście z niej bez większych szkód będzie bardzo trudne.
Barbara Brodzińska-Mirowska

Aferę tę można analizować na wielu płaszczyznach co jest skrupulatnie czynione przez wielu obserwatorów, dlatego warto spojrzeć na temat z perspektywy czysto marketingowej.

Fakt jest taki, że wydarzenia ostatnich dni bardzo mocno nadszarpnęły wizerunek całej partii, co w przede dniu wielkiej kampanii wyborczej (prezydenckiej i samorządowej) bardzo komplikuje sprawę. To jakie zostaną podjęte działania będzie miało wpływ na ewentualną prezydenturę Tuska – co już na samym początku było jasne. PO posiada jednak ważny zasób – wciąć wysokie poparcie społeczne. Póki co słupki sondażowe nie lecą na łeb na szyję – ale nie powiedziane, że tak się nie stanie. Ponadto sprawę ułatwia stosunkowo słaba opozycja, która – co już można zaobserwować – dość nieumiejętnie wykorzystuje niezwykłą szansę na zwiększenie poparcia. A dzieje się tak za sprawą starej retoryki, która znów dominuje w wypowiedziach polityków PiS, a do której Polacy wcale nie tęsknią. Prezydent stara się rozgrywać sprawę dość zgrabnie, w czym pomaga mu sprawa ratyfikacji traktatu lizbońskiego – wydaje się to jednak być kwestią przypadku, niż przemyślanego działania.

Dobrym posunięciem premiera było przyjęcie dymisji Drzewieckiego. To ewidentny sygnał, że – mimo – wszystko w partii obowiązują jakieś zasady. Premier zdecydował się na ostre cięcia – z ministerstwa odchodzi Schetyna – jeden z jak się wydaje najlepszych ministrów w tym rządzie. To trudny, ale w długiej perspektywie dobry ruch. Ci którzy działali niezgodnie z przyjętymi standardami, lub chociaż w jakimkolwiek stopniu kojarzą się ze sprawą – odchodzą. Takim postępowaniem premierowi prawdopodobnie uda się przekonać wyborców, że nie będzie tolerował takiego postępowania (a dymisje są tego pewnym wyrazem), i jednocześnie nie pozwoli zrzucić na siebie odpowiedzialności za całą sytuację. Premier rozpoczął procedurę odwołania szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Jedynym zagrożeniem jakie się pojawia, to argument opozycji, że ta dymisja jest karą za ujawnienie niewygodnej dla rządu sprawy. Trzeba jednak podkreślić, że komunikat jaki w tej sprawie przekazał premier jest dość jasny i klarowny. Powstanie komisja śledcza do zbadania tej sprawy. Donald Tusk mówi więc do swoich wyborców wprost, że dołoży starań aby sprawę wyjaśnić, ale nie pozwoli na wykorzystywanie służb w celach politycznych (choć nie ma wątpliwości, że rola CBA w „aferze hazardowej” jak i w akcji skierowanej przeciwko Jolancie Kwaśniewskiej to zupełnie odrębny temat). W tej trudnej sytuacji premier podejmuje – jak się wydaje – słuszne działania, nie ucieka przed sprawą, udziela szczegółowych informacji podczas konferencji, przedstawia sprawę w Sejmie, w ten sposób raz na zawsze burzy wizerunek, który długo na nim ciążył – młodego, niedoświadczonego chłopca.

Wnioski są nie mniej jednak pesymistyczne, rzeczywistość potwierdza teoretyczne rozważania. Zbudowanie trwałego wizerunku politycznego jest pracą mozolna i długotrwałą, która wymaga odpowiedzialności nie tylko kierownictwa, wymaga także świadomości tej odpowiedzialności wśród wszystkich członków partii.

Zakładając wariant pozytywny dla PO, tzn. że poparcie spadnie w małym stopniu, a Donald Tusk nie stanie się jej ofiarą, pozostanie jedna ważna kwestia: „afera hazardowa” stanowi doskonały materiał na kampanię negatywną, którą PiS z łatwością może wykorzystać, a co doświadczenia wiemy, że PO dość opornie radzi sobie z opieraniem tego typu ataków.

Fotografia: www.platforma.org


Czy leci z nami pilot?

-------------------------------------------------------------------------------------------














Obserwując zamieszanie związane z aferą hazardową nasuwa mi się zasadniczy wniosek dotyczący przyszłości rządu PO i Donalda Tuska jako lidera. Ludzie muszą czuć, że „leci z nami pilot”. 
Wojciech Załęcki


Nagrania CBA i ujawnione dokumenty kompromitują Chlebowskiego i Drzewieckiego, ale to zdarza się w każdym kraju, nawet takim o długoletnich demokratycznych tradycjach i to wyborcy wybaczą. Nie wybaczą natomiast na pewno poczucia, że nikt tego nie kontroluje.

Wydaje się, że najbliższe dni i tygodnie będą kluczowe dla Donalda Tuska i jego przyszłości. Jeżeli chwyci całą spraw „za twarz”, jeżeli nie będzie się bał stanowczych ruchów to wygra. Jeżeli zachowa się inaczej to czeka go los Leszka Millera.

Pojawiają się głosy, że afera hazardowa jest podobna do afery Rywina. Wydaje mi się, że to porównanie jest znacznie przesadzone – tam było wrażanie, że cały aparat z premierem na czele jest w „grupie trzymającej władzę”. Główny cel Tuska w tej chwili polega na udowodnieniu, że w aktualnej sprawie jest całkowicie odwrotnie.

poniedziałek, 5 października 2009

Przegląd tygodnia

-------------------------------------------------------------------------------------------




















28.09.09 – Poniedziałek
W Rzeczpospolitej czytamy o przyspieszeniu wyborów parlamentarnych z jesienni 2011, na marzec 2011. Propozycję taką miała przedstawić Platforma Obywatelska. Chciałoby się rzec: nadchodzi Ameryka marketingu politycznego. Dlaczego? W systemie wyborczym USA funkcjonuje mechanizm prawyborów, wiele zależy od decyzji poszczególnych stanów, jeszcze przed wyborem kandydata każdej partii na głównej konwencji. Znana i praktykowana jest metoda takiego ustawiania dat niektórych prawyborów w określonych Stanach, aby kandydat na fali popularności wygrywał w kolejnych miejscach. Ktoś poszedł po rozum do głowy i zauważył, że szansa dla Platformy jest ogromna. Maraton wyborczy 2010 – 2011 może być dla PO wielkim zwycięstwem. Należy tylko odpowiednio poustawiać daty wyborów i już, efekt gwarantowany. Efektem śnieżnej kuli PO wygrywa wybory samorządowe, prezydenckie i parlamentarne. 


29.09.09 – Wtorek
Premier Donald Tusk wypowiedział się o sprawie, która poruszyła całą Polskę – sprawie zatrzymania Romana Polańskiego. Premier opowiedział się za tym, by nie traktować tej sprawy, jako „sprawy patriotycznej”. Ciekawsza jest jednak wypowiedź Ryszard Kalisza (SLD), który w swojej wypowiedzi zszedł do poziomu dekonstrukcji zachowań politycznych. Stwierdził, bowiem, że premier wcześniej zbadał nastroje opinii publicznej i dopiero potem skonstruował swój pogląd. Czyżby nastał era kierowania się sondażami? Jeżeli tak, to marketing polityczny w Polsce zrobił właśnie kolejny krok do przodu.


30.09.09 – Środa
CBA poinformowało premiera, prezydenta oraz sejm i senat o nieprawidłowościach dotyczących ustawy hazardowej. Chodziło o art. 47a, który miał nakładać na biznes hazardowy dodatkowe opłaty. Jednak ustawa była rzekomo wstrzymywana przez prominentnych polityków PO. Sytuacja jest niezwykle groźna dla Platformy, mimo wysokiego poparcia, może osłabić jej wizerunek. Najbardziej na „aferze hazardowej” ucierpiał i zapewne jeszcze ucierpi wizerunek Zbigniewa Chlebowskiego. Przewodniczący PO w mediach jawił się zawsze, jako mąż stanu. Dobierał ostrożnie słowa i emanował spokojem. Nagle opinia publiczna dowiaduje się o jego rzekomych kontaktach z lobbystami, co poważnie może nadszarpnąć jego reputację zarówno w mediach, jak i w społeczeństwie.


01.10.09 – Czwartek
Trudno dzisiaj o inny temat niż „afera hazardowa”.  Jednak kontynuując temat warto spojrzeć na partie opozycyjne. Ciężko o lepszą broń w politycznym pojedynku, niż prominentni politycy partii rządzącej i ich niejasne kontakty z lobbystami. Jednak warto spojrzeć za ocean, tam udział lobbystów w grze politycznej jest czymś oczywistym, choć kontakty z politykami są o wiele bardziej subtelne. W Polsce wszystkie partie opozycyjne rozpoczęły atak na Platformę i trudno się im dziwić. Sprawa będzie bardzo długo na językach. PiS oraz SLD za wszelką cenę będą rozrabiać ten temat, aby wyrządzić jak największe szkody Platformie. Dodatkowo w spór włączył się Prezydent. Jego zaangażowanie jest o tyle istotne, ponieważ będzie na pewno starał się skanalizować całą aferę w stronę premiera Tuska, by obniżyć jego wiarygodność w oczach opinii publicznej. W nadchodzących kampaniach wyborczych (lub wcześniej) pojawią się spoty PiS „Układ” – wersja bis.


02.10.09 – Piątek
Pozycjonowania w aferze „hazardowej” ciąg dalszy.  Po dzisiejszym spotkaniu w Belwederze nastąpiła wyraźna redukcja wymiarów gry politycznej. Konflikt odbywa się teraz pomiędzy rządzącymi a Prezydentem. Premier kanalizuje negatywne emocje związane z aferą w stronę Lecha Kaczyńskiego, stwierdzając, że Prezydent „oczekuje aresztowań”, lecz niewiadomo kogo. Kolejnym elementem gry PR-owej było zejście na poziom metapolityki i „wytknięcie” Prezydentowi rozpoczęcia kampanii prezydenckiej. Niewątpliwie, jak powiedziała, prof. Staniszkis: „Tusk może zyskać na tej aferze”. Jeżeli pokaże, że umie sobie radzić z takimi sytuacjami kryzysowymi, może wykreować sobie wizerunek nieugiętego męża stanu, dla którego sprawiedliwość jest najważniejsza.  Prezydent z kolei zdobywa punkty na innym terenie. Zaskakujące jak dobrze ułożyła się dla Prezydenta data referendum w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego w Irlandii. Prezydent zapowiedział podpisanie traktatu „zaraz po Irlandii”. Odkładanie podpisania dokumentu się opłaciło, teraz można tego użyć w politycznej walce. Po jednej stronie premier i ogromne problemy z lobbingiem a po drugiej Prezydent i ratyfikacja bardzo ważnego europejskiego dokumentu. Co bardziej pozytywnie odczyta opinia publiczna? 


03.10.09 – Sobota
Według stacji TVN PO straciła na aferze, póki co, zaledwie 2 punkty procentowe. Powiększyło się grono wyborców niezdecydowanych, którzy są najistotniejszą grupą docelową w nadchodzących kampaniach wyborczych. Prawdopodobnie Polacy przywykli do kwestii kontaktów polityki z biznesem i takie afery nie robią na nich już takiego wrażenia. Jednak nie możemy zapomnieć, że w przyszłych kampaniach na pewno nie raz usłyszymy nawiązania do tej afery. Kampania to zawsze czas wielkich emocji a głosowanie emocjonalne nie będzie dla Platformy zbyt dobre. Być może nie straciła ona teraz tak dużego poparcia, jednak ułatwiła znacznie konkurentom politycznym przeprowadzenie kampanii negatywnej. Sztaby wyborcze zapewne już nad nią pracują. 


04.10.09 – Niedziela
„Za Mariuszem Kamińskim, szefem CBA, może stać sam Prezydent i inspirować go do działań.” To całkiem nowy wątek poruszony przez posła PO Janusza Palikota. Było kwestią czasu, kiedy Palikot zabierze głos, nie dziwi również siła zarzutu, który postawił. Platforma po raz kolejny wysłała swojego wojownika ds. odwracania uwagi tak by poprzez swoje kontrowersyjne tezy odciągnął uwagę od problemów Platformy. Zapewne dzięki ofensywie na CBA może ugrać w sondażach kilka punktów. Jeżeli nie zyskać, to przynajmniej utrzymać ten sam poziom.